Długo zastanawiałam się czy
opublikować to wspomnienie, a jednak... jak zacząć to z przytupem,
rozliczając się z przeszłością.
W tym roku słyszałam bicie serc
dwójki moich dzieci. Pierwszy raz w styczniu. Co wtedy czułam?
Nieokiełznaną radość, z automatu zaczęliśmy z I. planować
wspaniałą przyszłość. Niestety sielanka trwała krótko- dwa
tygodnie później usłyszałam słowa, które zmieniły na zawsze
całe moje życie, zmieniły mnie- poronienie zatrzymane. Lwiatko nie
żyje, umarło wkrótce po pamiętnym USG gdy po raz pierwszy i
ostatni zobaczyłam jego bijcące serce. Wraz z nim odchodzą
marzenia. Jednak mam świadomość, że przez chwilę byłam
świadkiem niezwykłego i mimo ogromnej straty nie żałuje, wiem, że
nasze Maleństwo było z nami, nigdy nie zapomnę szybkiego bicia
jego serduszka. Ten dźwięk zawsze będzie w moim sercu.